Reklama [góra]


Przeprowadzka z fachowcem, czyli jak popsuć teoretycznie prostą robotę - poznaj historię naszego czytelnika

Zmieniając miejsce zamieszkania coraz częściej wolimy skorzystać z usług profesjonalnej firmy zajmującej się przeprowadzkami, ale czym są "profesjonalne przeprowadzki"? Czy teoretycznie prostą robotę można zawalić? Poznajcie historię naszego czytelnika z Chojny. 


Chojeńskie przeprowadzki, czyli zadzwoń po „fachowca”.

Nadszedł termin przeprowadzki. Mamy trochę gratów, więc postanowiliśmy skorzystać z usług firmy oferującej przeprowadzki.

Pierwszy usługodawca, czyli przeprowadź się sam.

Pierwszy telefon wykonuję do firmy z baneru reklamowego, której właściciel na wstępie oświadcza, że do przeprowadzki trzeba mieć własnych ludzi. On zapewnia tylko samochód. Samochód to ja też mam, ale mebli sam nie zniosę, więc rezygnuję z oferty. Poczułem się trochę tak jakbym zadzwonił do kliniki dentystycznej, w celu umówienia się na wizytę i otrzymał informację, że trzeba przyjść z własnym dentystą.

Drugi usługodawca, czyli wybieram konkurencyjną cenę.

Kolejnego usługodawcę postanawiam znaleźć w internecie. Dzwonię do jednego z lokalnych, który zgodnie z informacjami na stronie oferuje konkurencyjne ceny. Mówię mu, że chodzi o przeprowadzkę w Chojnie. Pan w słuchawce odpowiada, że on też jest z Chojny, ale samochód do przewozu parkuje w Gryfinie, więc za dojazd samochodu do Chojny należy dopłacić dodatkowo 80 zł w każdą stronę. Zastanowiłem się, co mnie to obchodzi, gdzie stoi samochód ? Rezygnuję z oferty. Po paru godzinach dzwonię jednak do niego ponownie. Postanawiam udawać mieszkańca Gryfina. Kłamię mówiąc, że interesuje mnie przeprowadzka w Gryfinie z jednej ulicy na drugą. Ten sam człowiek, z którym rozmawiałem wcześniej, który twierdził, że jest z Chojny, tym razem oświadcza, że jest z Gryfina, ale samochód do przewozu parkuje w Chojnie (!), więc za dojazd samochodu do Gryfina należy dopłacić dodatkowo 90 zł. Z usługodawcą, który nie wie gdzie jest i gdzie ma samochód, nie chcę mieć do czynienia. Swoją drogą, ciekawe dlaczego dojazd z Gryfina do Chojny kosztuje 80 zł, a z Chojny do Gryfina 90 zł?

 
Trzeci i czwarty usługodawca, czyli stawiam na doświadczenie.

Trzeci i czwarty fachowiec, to także wynik moich internetowych poszukiwań. Tym razem stawiam na doświadczenie, bo konkurencyjna cena już była. Dzwonię i pytam właściciela pierwszej firmy, chwalącego się w sieci kilkunastoletnim doświadczeniem, o możliwość zawarcia z nim umowy na wykonanie usługi przeprowadzki. Pan milknie. Po kilkudziesięciu sekundach, gdy już zacząłem myśleć, że połącznie telefoniczne zostało przerwane, ekspert stwierdza, że jego doświadczenie podpowiada mu, że jestem podejrzany, więc nie mogę na niego liczyć. Następny doświadczony po pytaniu o umowę, po prostu się rozłącza. Postanawiam więcej o umowę nie pytać, bo nikogo nie znajdę.

Piąty usługodawca, czyli najgorsze dopiera się zacznie.

Tym razem postanawiam poszukać fachowca w lokalnej prasie. W gazecie szybko znajduję numer telefonu. Konkretna rozmowa. To mi pasuje, więc się umawiamy. Przyjeżdżają punktualnie na umówioną godzinę. Konkretna rozmowa, to i konkretne działanie. Pralkę o chodnik rozbijają po pięciu minutach od rozpoczęcia pracy. Szef firmy spokojnie stwierdza, że można było użyć specjalnego wózka do przewożenia rzeczy. Na dowód wyciąga wózek z samochodu. Sytuacja dalej rozwija się jak w dobrym horrorze. Na początku jest przerażająco, a w miarę upływu czasu napięcie jeszcze rośnie. Przeniesienie większość rzeczy, to walka o przetrwanie ludzi wykonujących usługę. Na końcówce pracy wnosząc szafkę do pokoju uszkadzają futrynę. Nie zwracam na to uwagi, bo najważniejsze, że koszmar dobiega końca. Wszyscy oprócz właściciela firmy są u kresu sił. Jak przystało na prawdziwego fachowca, po zakończeniu roboty, ma on gotowe stanowisko w sprawie rozwalonej pralki. Uważa, że skoro ktoś organizuje przeprowadzkę w sobotę, to powinien liczyć się z tym, że w taki dzień do dyspozycji są albo pijacy, albo ludzie nienadający się do roboty. Mowę mi odebrało. Słucham dalej. Fachowiec następnie stwierdza, że nie warto kupować nowej pralki, skoro można kupić używaną, przywiezioną z zagranicy. Tutaj jak przystało na prawdziwego eksperta chciał podać nazwę jakiegoś szrotu z okolicy, ale niestety jej zapomniał. Odnajduje się jednak w sytuacji i podaje nazwę jednego z portali aukcyjnych. Jest pewien, że tam znajdę jakąś używaną pralkę nadającą się do użytku. Stwierdza także, że naprawa mojej rozwalonej pralki dobrej jakości musi dużo kosztować, więc muszę liczyć się z kosztami. Ja muszę się liczyć z kosztami ?! Szok ! Oby to jak najszybciej się skończyło.

Teraz pora na wnioski. Dzień dobiegł końca. Do tego dnia myślałem, że takie rzeczy, to zdarzają się tylko w telewizji, w programach o tzw. „fachowcach” wezwanych do usterek. Takich cennych porad eksperta w telewizji jednak nie słyszałem. Rzeczywistość jest ciekawsza niż telewizja i internet razem wzięte.

Podsumowując stwierdzam, że najważniejsze jest to, że ludzie zwerbowani przez szefa firmy przeżyli. Moja pralka niestety nie. W głowie pozostały pytania: Polak mądry po szkodzie? Nie ma cwaniaka nad Polaka? Polak potrafi? A może tak jak powiedział mój przyjaciel, który z racji wykonywanego zawodu często się przeprowadzał: Kilka razy się przeprowadzać, to tak jak raz porządnie spalić.


Grafika pochodzi ze strony demotywatory.pl


Uwaga
W związku z dużą ilością zapytań, informujemy iż opisania sytuacja nie dotyczy firmy transportowej Pana Rafała Będkowskiego (czarne banery z żółto - białymi napisami) a innych firma działających na terenie powiatu gryfińskiego. Autor kontaktował się również z tą firmą, zagwarantowano ludzi ale firma nie miała wolnego terminu we wskazanym dniu. 

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.