Reklama [góra]

/center>

Mistrz Polski znokautowany podwójnie


Mimo że polska Ekstraklasa nie jest uznawana za mocną ligę, czego dowodem są,chociażby występy w europejskich pucharach, to w każdym sezonie przychodzi taki dzień, w którym nawet średnio interesujące się sportem osoby na 1,5 godziny stają się kibicami. Rywalizacja pomiędzy Lechem Poznań a Legią Warszawa jest tym, czym dla fana Realu Madryt jest mecz z Barceloną. Może nie pod względem skali wydarzenia, ale emocje niczym się nie różnią. Ten moment w lidze jest wisienką albo jak twierdzi Tomasz Hajto, truskawką na torcie dla polskich kibiców.

Triumfatorem ostatniego spotkania rozgrywanego przy ul. Bułgarskiej, okazali się podopieczni Nenada Bjelicy, który tym razem widowisko musiał oglądać z trybun. Jednak brak pierwszego trenera przy linii bocznej nie przeszkodził piłkarzom z Poznania rozegrać jeden z lepszych meczów w sezonie. Tego nie można powiedzieć o zespole Legii. Warszawianie są teraz w bardzo kiepskim momencie, trudno jednak określić, co tak naprawdę dolega zawodnikom Romeo Jozaka. Bezbronni na boisku i jak okazało się po meczu, bezbronni poza murawą.

Worek z bramkami w 12. minucie otworzył, powracający po trzytygodniowej przerwie, Maciej Gajos. 26-letni pomocnik perfekcyjnie wykończył dośrodkowanie Roberta Gumnego i dał prowadzenie swojej drużynie.Przed końcem pierwszej połowy cegiełkę do sukcesu dołożył Łukasz Trałka, którzy z pomocą Darko Jevticia zdobył drugiego gola. Po piętnastu minutach przerwy wydawało się, że mistrzowie Polski gorzej już nie zagrają, jednak linia obrony wyglądała, jakby w ogóle nie dojechała na to spotkanie. Tę słabość bardzo dobrze wykorzystali Lechici. Autorem trzeciej bramki został Maciej Makuszewski, reprezentant Biało-Czerwonych od początku sezonu pokazuje się z bardzo dobrej strony, czego potwierdzeniem jest powołanie do kadry narodowej. Sytuacji Legii nie wytrzymał sam prezes klubu Dariusz Miodulski, który na długo przed zakończeniem widowiska zdecydował się opuścić stadion.

Znany aforyzm brzmi: nie kop leżącego, jak się okazało, warszawscy kibicenie wzięli sobie tego do serca i postanowili zorganizować Legii dogrywkę po meczu zLechem, jednak nie w piłce nożnej, ale walkach KSW. Konsekwencje tego zdarzenia nie będą miłe zarówno dla samych piłkarzy, jak i fanów, którzy stracili nie tylko w oczach klubu, ale całej piłkarskiej Polski.

Drużyna prowadzona przez Nenada Bjelicę dzięki tej wygranej zajmuje w tabeli drugie miejsce. Lechitom brakuje tylko jeden punkt do lidera ligi Górnika Zabrze. Warszawski zespół po jedenastu kolejkach znajduje się dopiero na ósmej lokacie, tego nie przewidział nawet bet365 kod bonusowy. Co ciekawe, poznaniacy byli o jedną bramkę od pobicia… rekordu klubowego w najwyższym zwycięstwie przeciwko mistrzowi Polski. Na kolejną okazję do poprawienia wyniku Lech Poznań będzie musiał poczekać do marca przyszłego roku.

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.