Przy pastewniku biegały konie

Małżonkowie Maria i Adolf. Lata 60 XX wieku

Nazywam się Maria Chmura. Urodziłam się w Wólce 14 czerwca 1934 roku. W pobliżu wioski Krasnobród, w powiecie zamojskim. Wioska rodzinna średniej wielkości. Za moich młodych lat samochody były rzadkością. Nasz dom murowany, taki z kamienia. Stał na początku wioski, jak się jechało z Krasnobrodu, to po prawej stronie.


W kącie snopek owsa

Rodzice zajmowali się gospodarstwem. Z pracy z ziemi wystarczyło, żeby utrzymać rodzinę. W gospodarstwie trzymało się świnie, kury, krowy, koń był jeden. Przypominam sobie, że przez pewien czas w naszym rodzinnym gospodarstwie były dwa konie. Ciągnika nikt nie miał, poza dziedzicem. Ojciec pracował dużo w lesie, przy wycinkach drzew. Umiał sobie wszystko zrobić, samodzielnie postawił piec, złota rączka. Mama jaki dobry chleb żytni, ciasto piekła w piecu. Na święta przygotowywaliśmy różne ciasta pszenne, białe z makiem, serem, jeszcze ciastka amoniaczki. Pierogi ruskie zwane były z serem, zajadaliśmy się jeszcze pierogami z kaszą. Choinka i tradycyjna słoma na podłodze mieszkania, w całym mieszkaniu. Jeszcze inny zwyczaj kultywowany w naszym domu. W kącie snopek owsa stał postawiony, na wigilię, przed kolacją, stół był przygotowany, pod obrusem sianko. Wtedy tata przynosił dużo słomy, rozrzucano na podłodze. Po kolacji zabawy nasze dziecięce się odbywały. Na choinkę bombki były kupowane, łańcuchy wykonywało się ze słomy i złotych papierków, które odpowiednio składało się w takie kokardki. Inne łańcuchy wykonywane były z kolorowych papierów. Dopełnieniem ozdobienia choinki były anielskie włosy, rozrzucone na całej wysokości drzewa. Obdarowywanie się prezentami, nie było wśród moich bliskich znane. Do kościoła chodziliśmy co niedzielę do Krasnobrodu, najczęściej na pieszo, czasami końmi, w zimie saniami, bo śniegi okropne. Tam duży, zabytkowy, stary kościół.

Przejście w murach miejskich istnieje. Dzisiaj to nadal brama do SOSW

„Czy jest gdzieś ukryty?”

Przed wojną rozpoczęłam naukę w Wólce, w czteroklasowej szkole. Szkoły jako takiej nie było, lekcje odbywały się w klasach, pomieszczeniach odnajmowanych przez miejscowych gospodarzy. W czasie wojny szkoły podstawowe działały, nauka jednak nie odbywała się z książek. Otrzymywaliśmy czasopisma ilustrowane, polskojęzyczne, wydawane pod okupacją faszystowską, mniej więcej w odstępach miesięcznych. O książkach, podręcznikach nie było mowy. Nauczyciele najczęściej nauczali nas, ci sami co wcześniej nas uczyli. Wspominam naszą, wiejską szkolę, a jak sytuacja przedstawiała się w innym miejscach, nie mam pojęcia. Mąka na chleb przed wojną mielona była w domowych „żarnach”, dwa owalne kamienie nałożone na siebie. Później ojciec zboże w workach zawoził do pobliskiego młyna. Początek wojny, tak zapamiętałam, Niemcy przyjechali do wioski, szukali mężczyzn. Tata się ukrył. Była piwnica na ziemniaki, tak zwany loch. Wyglądało to mniej więcej tak, pod wejściem został wykopany głęboki dół, duża dziura w ziemi szerokości ponad dobry metr, głębokość trudno ocenić. „Schowek dla swoich potrzeb”. Pojawiło się w domu dwóch Niemców. Bezwzględni, niecierpliwie szukali w pomieszczeniach, zakamarkach, piwnicy domu i budynkach gospodarczych. Pytali o gospodarza, czyli o ojca. Usłyszeli odpowiedź – „Nie ma, gdzieś poszedł”. W odpowiedzi drążyli, pytali – „Czy jest gdzieś ukryty?”. Jeden z nich, w pewnej chwili otworzył drzwi do piwnicy, patrzył w każdym kierunku, wsuwał głowę do środka, jednak nie zdecydował się wejść. Tata później wspominał, że był taki krytyczny moment, gdy widział jego czapkę.

Mój małżonek Adolf z uczniami. Chojna (dzisiaj SOSW) lata 60 te XX wieku

W pastewniku rosły drzewa owocowe

Ruskich pamiętam, ze zdarzenia, gdy za stodołą, na podwórzu zwanym pastewnikiem biegały konie. W pastewniku rosły drzewa owocowe, to był nasz sad. Tutaj Rosjanie ustawili taką charakterystyczną kuchnię, palili i w niej gotowali. Było ich tam kilkunastu. Gdzie nocowali, nie wiem.
W samej wiosce okupanci nie mieszkali. Na miejsce swoich siedzib wybierali miasta takie jak Zamość czy Krasnystaw. Aby żeby tak po wioskach mieszkali, to nie. Wysiedlali ludzi z wielu gospodarstw w pobliskich wioskach. Ojciec przezorny konia zaprzągł do wozu, wywiózł nas do lasu, na wozie spędzaliśmy czas, nocowaliśmy. Noce ciepłe, dużo słomy na tym wozie. Kilka nocy przebywaliśmy w lesie. Posiłki, nic gotowanego, chleb, ogórki kiszone, smalec, nabiał, tym się odżywialiśmy. Mama była akurat w ciąży, brat się urodził w domu, w obecności położnej. Pozostawali w domu. U jednego z gospodarzy w tym czasie, coś znaleźli, wyprowadzili przed zabudowania, zastrzelili mężczyznę. To zdarzenie wzbudziło strach, rozmawiali o tym ludzie. Zboże gospodarze chowali, świadomi kontyngentów. Podobnie rodzice ukrywali żywność w słomach, workach, stodole. To sobie przypominam.

Małżonkowie Maria i Adolf i znajoma rodziny. W oddali Kościół Mariacki w Chojnie. Lata 60 XX wieku

Z Edmundem współtworzyli Państwowy Zakład Wychowawczy

Gdy skończyła się wojna, zrobiło się spokojnie. Nie było potrzeby, aby się ukrywać dłuższy czas poza domem. Po wojnie zorganizowano w Wólce szkołę, która podobnie jak przed wojną działała w kilku pomieszczeniach, w domach, w których gospodarze zdecydowali się wynająć. Małżonka poznałam, gdy rozpoczął w Wólce pracę jako nauczyciel. Zaocznie kontynuował naukę w szkole pedagogicznej w Warszawie. Gdy odbył zasadniczą służbę wojskową, wzięliśmy ślub w roku 1953, w drugim dniu Świąt Bożego Narodzenia. Mieszkaliśmy u nas na wiosce. Małżonek nadal pracował w szkole. Ja nie pracowałam, ponieważ zaraz po roku było jedno dziecko, za dwa lata urodziło się drugie dziecko. Gdy przyjechaliśmy do Chojny, starszy syn Grzegorz miał cztery lata, córka Grażyna dwa lata. Małżonek przed przyjazdem do Chojny podjął pracę w Sanatorium Rehabilitacyjnym dla dzieci z chorobami reumatycznymi jako nauczyciel w Krasnobrodzie. Tutaj poznał Edmunda Winiarskiego, z którym przyjechał w lipcu 1958 do Chojny, wraz z Edmundem współtworzyli Państwowy Zakład Wychowawczy. Z dziećmi przyjechałam do Chojny w październiku 1958 roku. Od 1 grudnia 1958 rozpoczęłam pracę w Zakładzie Wychowawczym, przepracowałam tutaj 41 lat.

41 lat przepracowałam w szkole

Rozpoczęłam pracę w Ośrodku jako krawcowa w 1958 roku. Maszyna była na początek nożna, później już była elektryczna. Pościele, firanki szyłam, naprawiałam odzież, mocowałam ciężkie firany, story, zasłony. Później z materiału otrzymanego z przydziału szyłam komplety pościeli. To wszystko była moja praca. Później pralnia doszła, pomagałam. Kolejne doświadczenia w pracy zawodowej jako magazynier, zaopatrzeniowiec. Odeszłam na emeryturę w 1999 roku.


Zachowały się  zdjęcia wykonane w czasie uroczystości z okazji Dnia Kobiet w SOSW w Chojnie. Zdjęcia pamiątkowe wykonane w latach 60 XX wieku

Szkolna wigilia, w kuchni kleili uszka, barszcz, pierogi. Choinki stały nawet w sypialniach. Kolacja odbywała się na jadalni. Dzieci dużo nie było, większość wyjeżdżała. Kolacja wigilijna była organizowana dla dzieci, które święta spędzały w szkole. Do kolacji zasiadały dzieci i wychowawcy, którym przypadły dyżury w pracy. To były czasy komunistyczne. Tradycje świąteczne obchodzone były w tamtych zamierzchłych już czasach symbolicznie, skromnie.

Epilog

Na świat przyszły nasze kochane dzieci Grzegorz i Grażynka. W 1958 roku przyjechaliśmy do Chojny. Okres Świąt Bożego Narodzenia to szczególnie ważny dla nas czas. Z wyjątkowymi świętami związanych jest tak wiele zdarzeń, wzruszających spotkań rodzinnych, które nieodmiennie związane są z ciepłem rodzinnym, ubraną świątecznie pachnącą choinką, wspólnym kolędowaniem, dobrą nadzieją. Doczekaliśmy się czworo wnuków: Magdaleny, Małgorzaty, Jakuba, Mateusza. Prawnuków siedmioro: Natalia, Alicja, Józef, Marek, Michał, Jakub, Marysia. Siedemdziesiąt lat wkrótce minie, gdy w małym wiejskim kościele powiedzieliśmy sobie tak…..


Uczniowie SOSW w Chojnie odwiedzili nas w listopadzie 2023 roku


Wspomnień Pani Marii Chmura wysłuchał autor tekstu Andrzej Krywalewicz w listopadzie 2023 roku.

Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszego artykułu nie może być powielana ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny), włącznie z fotokopiowaniem oraz kopiowaniem przy użyciu wszelkich systemów bez pisemnej zgody autora.

Prześlij komentarz

Nowsza Starsza