Zbieranie wspomnień rodzinnych osób, których bliscy spoczywają na Cmentarzu Wojennym w Starych Łysogórkach, jest dla mnie zawsze ważnym i poruszającym doświadczeniem. Towarzyszy mu chęć poznania losów konkretnego człowieka – miejsca, z którego pochodził, jego wojennej drogi oraz pamiątek, jakie przetrwały w rodzinnych archiwach.
Każda taka rozmowa rodzi wiele pytań. Niestety, upływający czas sprawia, że odpowiedzi można odnaleźć jedynie na część z nich. Wśród zacierających się wspomnień odnajdujemy często pożółkłe fotografie, pojedyncze listy i inne rodzinne pamiątki, które pozwalają uzupełnić opowieść o losach bliskich.
Trzeba jednak pamiętać, że pamięć ludzka jest zawodna, a rodzinne archiwa z biegiem lat ulegają rozproszeniu lub zniszczeniu. Zdarza się również, że wojenne doświadczenia i związana z nimi trauma, nie pozwalają otwarcie mówić o przeszłości nawet najbliższym członkom rodziny.
Pani Irena Waryszak wraz z córką Joanną podjęły się niełatwego zadania odtworzenia dziejów swojej rodziny. Co najważniejsze, zechciały podzielić się zgromadzoną wiedzą oraz zachowanymi pamiątkami. Dzięki ich życzliwości możliwe było odtworzenie losów szeregowego Stanisława Dańko. Za okazane zaufanie i pomoc składam im serdeczne podziękowania.
Korzenie rodziny Dańków
Nazywam się Irena Waryszak. Urodziłam się 2 stycznia 1950 roku. Moimi rodzicami byli Franciszek Szadura i Helena z domu Dańko. Na co dzień mieszkaliśmy w Kolonii Dobryniów koło Krasnegostawu na Lubelszczyźnie[1]. W tej samej wsi mieszkali Anna z domu Wydra[2] i Jan Dańko wraz ze swoimi dziećmi: Marią, Józefem, Heleną[3], Mieczysławem oraz Stanisławem Dańko. Stanisław pozostał kawalerem i nie założył własnej rodziny.
Anna Dańko z domu Wydra, urodziła się w 1885 roku, natomiast jej mąż Jan w 1894 roku. Oboje dorastali jeszcze w okresie zaboru rosyjskiego. Jan był od swojej żony młodszy o dziewięć lat.
Z zachowanego rodzinnego dokumentu wynika, że Anna miała wówczas 31 lat, z kolei – Jan 29 lat. Według ustnych relacji potomków, Jan był w rzeczywistości młodszy od swojej żony i prawdopodobnie podał księdzu zaniżony wiek przyszłej żony. Być może wstydził się tego, że Anna była od niego o tyle lat starsza? Dziś już trudno jednoznacznie zweryfikować tę opowieść. Stanowi ona jednak interesujący przykład rodzinnej pamięci, która nie zawsze znajduje pełne odzwierciedlenie w dokumentach.
Ze wspomnień rodzinnych wiem, że Anna uczęszczała do szkoły znajdującej się przy „miejscowym dworze”[4]. Gdy jednak dzieciom nakazano odmawiać pacierz po rosyjsku, mój pradziadek[5] zdecydował, że nie będzie kontynuowała nauki. W efekcie zarówno Anna, jak i jej przyszły mąż Jan potrafili jedynie czytać drukowane litery, lecz nie umieli pisać.
Był to okres zaboru rosyjskiego. W związku z prowadzoną rusyfikacją mieszkańcy, obawiali się nie tyle swoich sąsiadów, ile obcych osób pojawiających się we wsi, zwłaszcza proszących o nocleg. Drewniane, kryte strzechą chałupy nie zapewniały prywatności, niemal każdą głośniejszą rozmowę można było usłyszeć na zewnątrz. Dlatego o ważnych sprawach rozmawiano po cichu, starając się nie zwracać niczyjej uwagi.
Z rodzinnych opowieści wiem również, że nowo narodzonych chłopców nie zawsze chrzczono od razu. Starano się odwlec chrzest, a tym samym wpis do ksiąg metrykalnych następował nawet rok później. Dzięki temu podczas poboru do armii rosyjskiej młody mężczyzna był w rzeczywistości starszy i bardziej dojrzały, niż wynikało to z metryki. W przekonaniu mieszkańców zwiększało to jego szanse na przetrwanie służby wojskowej i wojennej zawieruchy.
Według rodzinnych przekazów w 1921 roku ziemia należąca do miejscowego majątku została rozparcelowana pomiędzy osoby wcześniej pracujące w folwarku. Podział przeprowadzały ówczesne władze według ustalonych zasad. Babcia Helena opowiadała, że jej mama wielokrotnie pieszo pokonywała około dziesięciu kilometrów do urzędu gminy, domagając się wyjaśnienia zasad przydziału ziemi. Sprzeciwiała się urzędnikom, którzy twierdzili, że jej rodzinie przysługuje już wystarczający areał, ponieważ ziemię otrzymał jej ojciec. Ona natomiast walczyła o działkę należną również jej mężowi Janowi, który według opowieści rodzinnych przebywał wówczas na froncie. „Babcia Helena opowiadała, że był w Rumunii. Widzieli tam świnie inne niż u nas były czarne i chude”.
Nasze rodzinne życie
Moi rodzice, Franciszek i Helena, utrzymywali rodzinę z gospodarstwa rolnego. We wsi, jak wspominano „znajdował się kiedyś kościół[6], lecz to było dawno temu”. Mieszkańcy Kolonii Dobryniów należeli do parafii św. Bartłomieja Apostoła w Łopienniku Nadrzecznym, gdzie znajdował się kościół parafialny[7] i gdzie uczęszczali na nabożeństwa. Ze wspomnień rodzinnych wiem, że mieszkańcy byli wyznaczani wioskami do pracy przy budowie świątyni. Stojąc na rusztowaniach, podawali sobie cegły z rąk do rąk. Na potrzeby budowy w okolicy powstała nawet cegielnia, w której wypalano czerwoną cegłę. Ówczesny proboszcz[8] sprowadził jednego z najlepszych architektów tamtych czasów Józefa Dziekońskiego[9], który czuwał nad realizacją budowy świątyni.
Matka opowiadała również, że przed wojną w naszej wsi funkcjonował sklep spożywczy[10], „na który składali się wszyscy jego mieszkańcy”. Na co dzień prowadził go miejscowy sklepikarz. Można było kupić tam podstawowe artykuły codziennego użytku, takie jak nafta, zapałki, cukier, sól oraz inne niezbędne produkty.
Pamiętam także opowieści o wyrobie domowych kiełbas i handlu produktami pochodzącymi z gospodarstw. Gospodarze dokonywali uboju świń, a następnie sprzedawali część wytwarzanych wyrobów. Handel był jednak niewielki, ponieważ większość mieszkańców dysponowała bardzo skromnymi środkami finansowymi.
Pod okupacją niemiecką
Rodzina Dańków składała się z rodziców oraz pięciorga dzieci: Marianny (ur. 1921, zm. w 1999), Józefa (ur.1922, zm. w 2007), Stanisława (ur. 13 grudnia 1924, poległ 28 kwietnia 1945), Heleny (ur. 1927, zm. w 2020), mojej babci, oraz Mieczysława (ur. 1929, zm. 2018).
Najstarszym dzieckiem była Marianna, a drugim z rodzeństwa – Józef. I co ciekawe służył on w Junakach[11] w Brzeźnie[12]. Babcia wspominała, że jego matka regularnie odwiedzała go, przywożąc paczki z żywnością.
Stanisław uczęszczał do szkoły powszechnej w Dobryniowie. Nauczyciel, który uczył miejscowe dzieci, mieszkał w tym samym budynku. Szkoła posiadała piwnicę, w której za karę zamykano niekiedy niesfornych uczniów. Ze wspomnień rodzinnych wiem, że pewnego dnia nauczyciel, prawdopodobnie pan Tadeusz Kiernicki, wybrał się nad pobliską rzekę na ryby, zapominając o jednym z chłopców, którego wcześniej zamknął w piwnicy. Gdy sprawa wyszła na jaw, wywołała niemałe poruszenie wśród mieszkańców wsi. W czasie okupacji niemieckiej Tadeusz Kiernicki został aresztowany przez Niemców i wywieziony do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, gdzie zmarł[13].
Według rodzinnych wspomnień podczas okupacji niemieckiej nasza okolica początkowo znajdowała się pod kontrolą wojsk niemieckich[14]. „Od naszego domu z jakiś kilometr stacjonowało wojsko niemieckie”. Żołnierze kupowali od miejscowych mieszkańców kury, jajka oraz mleko płacąc „tymi feningami, za które nic nie można było wymienić”.
Żołnierze niemieccy szczególnie chętnie nabywali mleko. Gospodarze starali się jednak na różne sposoby ograniczać jego sprzedaż, aby zachować jak najwięcej dla własnych rodzin. Wynikało to z powszechnego niedostatku. Krowa była żywicielką rodziny, dawała mleko, z którego wyrabiano śmietanę i sery, część sprzedawano, a część przechowywano na trudniejsze czasy. „Mówiło się, że kto ma krowę ten nie zginie z głodu, którego w tamtych czasach dużo ludzi doświadczyło”.
W domu rodzinnym Stanisława mieszkało siedem osób, dlatego jego rodzice, podobnie jak inni mieszkańcy wsi, starali się zapewnić rodzinie jak najwięcej żywności, żeby zapobiec „głodowi”. Gdy wieczorem do gospodarstwa przychodzili Niemcy po mleko, gospodarz tłumaczył czasem, że jedna z krów jest „kleine” i nie daje mleka. Żołnierze wtedy odpuszczali rolnikowi i odchodzili. Dzięki takim zabiegom, część mleka pozostawała dla domowników.
Ze wspomnień starszych mieszkańców wiem również, że z naszej okolicy wywożono ludzi na roboty przymusowe do Niemiec. W tym całym procederze uczestniczył sołtys wsi, który wraz z żołnierzami niemieckimi wskazywał osoby przeznaczone do pracy. Każdy się strasznie bał, że może zostać wywieziony. Matka opowiadała, że w stodole przygotowano prowizoryczną kryjówkę przykrytą sianem i słomą. Nieraz spędzano tam noce, ukrywając się przed Niemcami.
Wejście Armii Czerwonej
Z rodzinnych wspomnień wiem, że w 1943 roku[15] nasze tereny zajęła Armia Czerwona. Ludzie z ciekawością wychodzili na gościniec[16] obserwować nadciągających żołnierzy. Zapamiętali przede wszystkim „takie obszarpane koniki”. Jedna z kobiet miała wówczas powiedzieć „Oj pany, pany, my was wyglądali tyle lat – to chadzaj z nami”.
Bardzo szybko, w szczególności kobiety, zdały sobie jednak sprawę z nowych niebezpieczeństw. Jeśli któraś z nich zbyt długo pozostawała sama na polu, któryś z młodych chłopaków odprowadzał ją do domu, aby nie naraziła się na spotkanie z radzieckimi żołnierzami.
Moja mama opowiadała mi historię, która przydarzyła się jej osobiście. Pewnego dnia parowała ziemniaki przy niewielkiej przybudówce. Nagle zobaczyła żołnierza idącego w jej kierunku od strony wzgórza. Natychmiast schowała się w domu i zamknęła drzwi. Mężczyzna przez pewien czas dobijał się do środka, lecz w końcu zrezygnował i odszedł.
Powołanie do Wojska Polskiego
Stanisław wraz z innymi młodymi mężczyznami z okolicy stawił się przed komisją poborową, która przyznała mu kategorię A. Jak wspominają członkowie rodziny „Dokładnie nie wiemy, możliwe, że już na komisji dostali datę wstawienia się do jednostki wojskowej do Zamościa”.
Po pewnym czasie poborowych skierowano do Lublina[17]. Tam Stanisław wraz z kilkoma kolegami z rodzinnej wsi zdezerterował i wrócił do domu. Ojciec Stanisława, Jan Dańko, stanowczo potępił jednak ich decyzję. Jesienią dowiedział się, że Fajsławicach, czyli w sąsiedniej gminie, „jakiś starszy wojskowy”, organizuje kolejny pobór do wojska. Dopilnował wówczas, aby syn ponownie zgłosił się do służby.
Z Lublina oddział skierowano do Żyrzyna, gdzie żołnierze stacjonowali około dwóch tygodni. Następnie wyruszyli w kierunku Warszawy. Według rodzinnych wspomnień miało miejsce w okresie Świąt Bożego Narodzenia. Podczas postoju w stolicy kilku kolegów Stanisława ponownie uciekło z wojska, jednak on pamiętając słowa ojca – został.
W jednym z listów wysłanych do rodziny pisał, że żołnierze maszerują głównie nocami, pokonując nawet około 40 kilometrów dziennie, a służba jest niezwykle wyczerpująca.
Razem ze Stanisławem do wojska trafili także jego koledzy z Kolonii Dobryniów[18]. Wśród nich był „Fornal” Franciszek Fornal oraz Józef Kucharski, narzeczony jego siostry Heleny. Wszyscy wychowywali się razem i należeli do grona najlepszych przyjaciół.
Listy z wojennego szlaku
Po pewnym czasie od Stanisława zaczęły przychodzić pierwsze listy. Jeden z nich został wysłany z Żyrzyna[19], „gdzie stali dwa tygodnie”. W korespondencji podał nawet adres miejscowego gospodarza, za pośrednictwem którego rodzina mogła przesyłać listy.
Listy pisała jego młodsza siostra Helena, ponieważ matka Anna Dańko, nie umiała pisać ani czytać. Według rodzinnych wspomnień korespondencji było znacznie więcej. Zmieniały się jedynie adresy nadawcy, gdyż jednostka nieustannie przemieszczała się na zachód. Z powodu częstych zmian miejsca postoju oraz realiów wojennych wiele listów wysyłanych z domu prawdopodobnie nigdy nie dotarło do Stanisława.
Warszawiacy „za żywnością”
Matka Stanisława dowiedziała się o stacjonowaniu jego oddziału, od mieszkańców Warszawy, którzy w czasie wojny regularnie przyjeżdżali do okolicznych wsi „za żywnością”. Docierali na Lubelszczyznę wszelkimi dostępnymi środkami transportu, często także pociągami towarowymi.
Przywozili ze sobą ubrania, buty, kapy oraz inne przedmioty codziennego użytku, które sprzedawali bądź wymieniali na żywność. W zamian kupowali masło, sery, mąkę, drób oraz inne produkty pochodzące z gospodarstw wiejskich.
Jedna z warszawianek przez wiele lat po zakończeniu drugiej wojny światowej odwiedzała mieszkańców Dobryniowa. Jak wspomina rodzina „polubiła się z ludźmi i ją korciło odwiedzać naszych znajomych”. Nie pamiętam dziś dokładnie, kiedy to miało miejsce było, jak przywiozła pierwsze elastyczne pończochy, w okolicznych małych podlubelskich miasteczkach był to jeszcze towar niedostępny.
W drodze nad Odrę i Berlin
Po latach jeden ze stryjecznych braci wspominał, że podczas służby wojskowej zdarzały się przypadki dezercji. Opowiadał także, że kiedy wraz ze Stanisławem przebywali w okopach, namawiał go do wspólnej ucieczki do domu. On jednak odmówił.
Do dziś zastanawiam się, w jaki sposób młodzi żołnierze, którzy zdecydowali się na dezercję, potrafili przedostać się do swoich rodzinnych miejscowości.
Franciszek Kondracki, urodzony w 1922 roku mieszkaniec naszej wsi, również uczestniczył w operacji berlińskiej, choć służył w innej jednostce niż Stanisław. W trakcie walk został ciężko ranny i ewakuowany na tyły.
Z kolei szeregowy Józef Kucharski, żołnierz 3 Pułku Piechoty, odniósł ciężkie rany podczas walk w 1945 roku. Trafił do szpitala wojskowego w Moryniu.[20], gdzie zmarł 14 maja 1945 roku. Został pochowany na Cmentarzu Wojennym w Starych Łysogórkach (kwatera XIII, rząd 1, grób 1).
Franciszek Kondracki po wojnie wspominał, że po wkroczeniu na teren Niemiec, żołnierze znajdowali w opuszczonych domach żywność oraz przetwory. Jednocześnie obawiali się, że mogły zostać zatrute.
Z jego relacji wynika, że nad Odrą w 1945 roku był „jeden kurz, huk i krzyk, nie wiadomo było nawet, do kogo się strzela”.
Zapamiętał również ogrom strat ponoszonych podczas forsowania Odry. Wspominał, że wielu żołnierzy nie wytrzymywało psychicznego ciężaru walk. Po latach często podkreślał, że udział polskich żołnierzy w walkach pozostawał niedoceniony, podczas gdy całość zwycięstwa przypisywano przede wszystkim Armii Czerwonej.
Ostatni list
Ostatni zachowany list Stanisław Dańko wysłał 26 lub 27 kwietnia 1945 roku do sąsiadki Stanisławy z okazji jej imienin[21]. Według rodzinnych wspomnień była ona jego rówieśniczką choć jak podkreślano „oni nie byli chyba narzeczeństwem”.
Do listu dołączył płatek piwonii. W rodzinie tłumaczono, że na zachodzie Europy kwiaty zakwitały wcześniej niż na Lubelszczyźnie. Być może był to symboliczny gest mający przekazać bliskim namiastkę nadchodzącej wiosny.
Śmierć i wojenny pochówek
Stanisław Dańko poległ 27 kwietnia 1945 roku podczas walk prowadzonych na terenie Niemiec. Początkowo został pochowany w rejonie Oranienburga. Po wojnie jego szczątki ekshumowano i przeniesiono na Cmentarz Wojenny w Starych Łysogórkach, gdzie spoczywa do dziś (kwatera IX, rząd 7, grób 3).
Zawiadomienie o śmierci i pamięć rodziny
Zawiadomienie o śmierci Stanisława zachowało się jedynie we fragmentach. Jego matka Anna Dańko, przez wiele lat nosiła dokument przy sobie, obawiając się jego utraty. W wyniku wielokrotnego składania cienki papier uległ zniszczeniu.
Podczas jednego z apeli wojskowych wiadomość o śmierci Stanisława usłyszał jego kolega pochodzący z Niedrzwicy. Wśród pozostawionych rzeczy znalazł rodziny adres i poinformował bliskich o tragedii. Sam niewiele wiedział o okoliczności śmierci Stanisława. Jak wspomniał: „Tam był jeden kurz, dym. Nikt nikogo nie widział. Tylko słyszało się do przodu! do przodu!”.
Po wojnie rodziny poległych żołnierzy miały możliwość poszukiwania i identyfikacji szczątków swoich bliskich. Nie zawsze jednak to było możliwe. W rodzinie wspominano, „że niektórzy chłopacy poginęli pod Zamościem, ci którzy pojechali identyfikować ciała bliskich nie byli w stanie ustalić, kto jest kto”.
Anna Dańko do końca życia nie mogła pogodzić się ze śmiercią syna. Wierzyła, że być może przeżył wojnę i pozostał gdzieś za granicą. Moja ciotka wspominała, że gdy pewnego dnia do rodzinnego domu przyszedł nieznany mężczyzna, babcia z nadzieją zapytała „Stasiek… Stasiek, to ty?” Mężczyzna zaprzeczył. Przyszedł po jakieś „papiry”, jednak dziś nikt z rodziny nie pamięta już dokładnie celu jego wizyty.
Po śmierci Anny Dańko odnalazłam w jej portfelu zachowane zawiadomienie o śmierci syna oraz jeden z jego listów. Wiem jednak, że korespondencji było znacznie więcej. Pamiętam stojący w domu dziadków drewniany kufer, w którym przechowywano listy Stanisława. Niestety nie wiadomo, co się z nimi później stało.
Wspomnień Pań Ireny Waryszak oraz Joanny Waryszak wysłuchał w kwietniu 2026 roku autor publikacji Michał Dworczyk
[1] Dobryniów-Kolonia – kolonia w Polsce położona w województwie lubelskim, w powiecie krasnostawskim, w gminie Łopiennik Górny. Zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Dobryni%C3%B3w-Kolonia?utm_source (dostęp 02.06.2026 r.).
[2] Anna z domu Wydra, była babcią Ireny Waryszak. (przyp. aut.).
[3] Helena Dańko – była matką Ireny Waryszak, a babcią Joanny Waryszak. (przyp. aut.).
[4] Być może chodzi o Dobryniów (przyp. aut). Dobryniów. Majątek dzierżawił dziedzic Prażmowski. Do wybuchu II wojny światowej w skład majątku wchodził m.in. park i dwór, który się nie zachował. Zob. https://teatrnn.pl/ziemianstwo/powiat-krasnostawski (dostęp 02.06.2026 r.).
[5] Jan Dańko był pradziadkiem – Joanny Waryszak (przyp. aut.).
[6] Zapewne chodziło o kaplice (przyp. aut.). Zob. Wiadomo, że biskup Chełmski Paweł Piasecki w roku 1643 wskutek zabiegów księdza proboszcza Baltazara Golańskiego, na podstawie źródeł ze swojej kancelarii biskupiej, aktem elekcyjny odnowił zaznaczając krótko, że do tej parafii należała jako filia kaplica we wsi Dobryniów. Zob. https://www.parafialopiennik.pl/informacje-o-parafii-w-lopienniku/historia-lopiennik-gorny?utm_source (dostęp 02.06.2026 r.).
[7]Zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_%C5%9Bw._Bart%C5%82omieja_w_%C5%81opienniku_Nadrzecznym (dostęp 02.06.2026 r.).
[8] Budowa została podjęta dzięki staraniom ówczesnego proboszcza, ks. Feliksa Szeleźniaka. Zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_%C5%9Bw._Bart%C5%82omieja_w_%C5%81opienniku_Nadrzecznym (dostęp 02.06.2026 r.).
[9] Paweł Tomczyk, 180 lat temu urodził się Józef Pius Dziekoński – architekt kościołów, Dzieje.pl, 5.05.2024, https://dzieje.pl/artykuly-historyczne/180-lat-temu-urodzil-sie-jozef-pius-dziekonski-architekt-kosciolow (dostęp 29.07.2026 r.).
[10] Na tym etapie pisania artykułu autor nie przeglądał w/w teczki. Zob. https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/ru/jednostka/-/jednostka/5397997 (dostęp 02.06.2026 r.).
[11] Zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Junackie_hufce_pracy?utm_source (dostęp 02.06.2026 r.).
[12] Zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Brze%C5%BAno_(wojew%C3%B3dztwo_lubelskie) (dostęp 02.06.2026 r.).
[13] Zob. https://straty.pl/szukaj-osoby.php (dostęp 29.07.2026 r.).
[14] Po przegranej wojnie obronnej 1939 roku, Krasnystaw dostał się pod okupację niemiecką, chociaż według pierwotnej wersji paktu Ribbentrop - Mołotow, tak jak całe województwo lubelskie miał się znaleźć w sowieckiej strefie wpływów. Wcześniej, bo 18 i 19 września w okolicach miasta rozegrała się bitwa z oddziałami Wehrmachtu, w wyniku której śmierć poniosło blisko 150 żołnierzy Wojska Polskiego, spoczywających do dzisiaj na miejscowym cmentarzu parafialnym. W okresie drugiej wojny światowej zginęło wielu mieszkańców Krasnegostawu, zarówno w Kumowej Dolinie i Oświęcimiu, jak i w Katyniu oraz Charkowie. We wrześniu 1943 roku partyzanci Batalionów Chłopskich zaatakowali miejscowe więzienie w wyniku, którego uwolniono około 250 więźniów. Zob. https://www.muzeumkrasnystaw.pl/historia-krasnegostawu.html?utm_source (dostęp 02.06.2026 r.).
[15] Prawdopodobnie doszło do pomyłki i chodzi o 1944 rok. (przyp. aut.). Zajęcie w lipcu 1944 roku Krasnegostawu przez Armię Czerwoną otwiera nowy rozdział w historii nie tylko miasta, ale i Polski, nazwany później okresem PRL-u. Symbolem "nowych porządków", nowej "ludowej" władzy stanie się śmierć miejscowego bohatera z czasów okupacji niemieckiej Stanisława Sokołowskiego zabitego w wyniku obławy zorganizowanej przez funkcjonariuszy UB i NKWD w listopadzie 1945 roku, a więc ponad rok po tzw. "wyzwoleniu". Zob. https://www.muzeumkrasnystaw.pl/historia-krasnegostawu.html?utm_source (dostęp 02.06.2026 r.).
[16] Zob. https://wsjp.pl/haslo/podglad/71898/gosciniec/5184866/droga (dostęp 02.06.2026 r.).
[18] Pobór do Wojska Polskiego rozpoczął się od dekretu PKWN z 15 sierpnia 1944 r. o powołaniu poborowych z roczników 1924, 1923, 1922 i 1921, a także oficerów, podoficerów rezerwy, członków byłych konspiracyjnych organizacji wojskowych, lekarzy, szoferów i szeregu innych osób posiadających kwalifikacje użyteczne dla wojska. Zob. https://zbiam.pl/artykuly/3-armia-wojska-polskiego/?utm_sourc (dostęp 09.06.2026 r.).
[19] Zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%BByrzyn (dostęp 09.06.2026 r.).
[20] W. Majewski, Służba Zdrowia 1 Armii Wojska Polskiego, Warszawa 1978.
[21] Zob. https://www.kalbi.pl/imieniny-stanislaw (dostęp 09.06.2026 r.).

