Reklama [góra]

Dyrektor Lasów Państwowych i wieloletni radny Andrzej Szelążek napisał książkę „Dzieci wojny”. Prezentujemy jej fragmenty

Niedawno informowaliśmy, że wkrótce ukaże się książka Andrzeja Szelążka. Spotkania i rozmowy z osobami, które pamiętają lata wojny, zainspirowały Andrzeja Szelążka do gromadzenia i opisywania wspomnień. Przez okres trzech lat uczestniczył w rozmowach, przelewał na papier utrwalone wspomnienia. 


Książka „Dzieci wojny. Historie Prawdziwe. Ocalić od Zapomnienia” jest przygotowywana do druku. Prezentujemy Państwu kolejny jej fragment: wspomnienia pani Marii, matki autora.


Pani Maria. Fotografia została wykonana w 1965 roku

Urodziłam się 20 czerwca 1937 roku w Folwarkach na przedmieściu Złoczowa. Mój ojciec Józef Wałach pochodził z rodziny robotniczej. Pracował w cegielni w Złoczowie. Moja mama Katarzyna Wałach z domu Góral była gospodynią domową.

Po zabiciu krowy Niemcy oddali mamie głowę i skórę z krowy


We wrześniu 1939 roku, kiedy rozpoczęła się II wojna światowa, mojego tatę powołano do wojska. Wówczas moja mama ze mną i moją siostrą Zosią przeprowadziła się do Ciemierzyniec, do swoich rodziców. Od swojego ojca otrzymała 3 morgi ziemi i zaczęła sama gospodarzyć na tym polu. 

W czasie wojny ojciec mój został ranny w nogę i przebywał w niemieckim szpitalu. W tym czasie w naszej oborze stały krowy dziadka i nasza. Jeśli ktoś miał dwie krowy, to Niemcy jedną zabierali. Zabrali naszą krowę. Po zabiciu krowy Niemcy oddali mamie głowę i skórę z krowy. Mama tą skórę wyprawiła domowym sposobem tj. zdzierała z dębu korę i tą skórę moczyła w wywarze z kory drzewa. Po wyprawieniu tej skóry szewc uszył mi i siostrze buty. Skóra była tak twarda, że robiły się nam pęcherze na stopach.

Po pewnym czasie tata wrócił do nas

Wrócił dzięki polskiej pielęgniarce, która pomogła mu uciec ze szpitala, kiedy został podleczony. Wkrótce przyszli do nas Niemcy, ponieważ dowiedzieli się, że tato układał cegły w piecu w cegielni i przymusowo ściągnęli go do pracy w Złoczowie.

W 1943 roku tato wracał z pracy, ze Złoczowa do Ciemierzyniec złapali go Ukraińcy i zawieźli do wioski Wiceń. Zaczęli dopytywać, do jakiej należy nacji. Ojciec powiedział, że do żadnej. Wtedy kazano mu położyć się na ławce i zaczęli bić drągiem. Kazali mu liczyć uderzenia. Liczył i przy 10 razie stracił przytomność. Gdy stracił przytomność, leżąc głową w dół strzelili do niego. Chcieli w głowę, lecz kula wyrwała kawałek czaszki, ale go nie zabiła. Ukraińcy myśleli, że nie żyje. Rzucili go na wóz, wywieźli w las i tam wyrzucili. Ile ojciec tam leżał nie wiem, ale wrócił po tygodniu. Jak wyszedł z lasu mama zobaczyła, że ktoś idzie bardzo powoli, słaniając się na nogach. Po jakimś czasie poznała, że to jej mąż i krzyknęła do swoich rodziców ,,Mój Józek wraca’’.


Rok 1958. W parku w Brwicach. Córki Irena i Danuta wraz z rodzicami Marią i Marianem


Młode małżeństwo pojechało po snopy na pole za lasem. Powrócił tylko pies....


Jako dziecko zapamiętałam pierwszy mord w naszej wsi Ciemierzyńce. Były żniwa w 1944 roku. Młode małżeństwo pojechało po snopy na pole za lasem. Nie wrócili, tylko wrócił pies, który był z nimi. Nikt ich nie odnalazł. Zginęli wraz z końmi i wozem. 

Jesienią w 1944 roku z soboty na niedzielę mama obudziła mnie i siostrę Zosię. Po drugiej stronie rzeki paliły się domy. Było słychać krzyki, jęki i strzały. Domy zostały spalone aż do kościoła. Księdza zamęczyli. Opletli go drutem kolczastym, odcięli język a mama księdza dostała zawału serca, patrząc na męki syna i umarła.

Kiedy zaczęli palić drugą stronę wsi, mama schowała nas na końcu sadu w schronie, na którym rosły maliny. Po pewnym czasie, gdy wyszliśmy ze schronu dom nasz był spalony, a nad rzeką unosiła się gęsta mgła i było czuć swąd spalenizny oraz było słychać krzyki i jęki. Okazało się, że zostało zabitych bardzo dużo ludzi. 

W 1945 roku wszyscy Polacy wyjechali transportem na Ziemie odzyskane. Moi rodzice z tym transportem nie wyjechali, ponieważ mama była wysoko w zawansowanej ciąży. Wyjechaliśmy po narodzinach siostry Stefani 1946r. Pociąg dowiózł nas do stacji Godków. Zamieszkaliśmy we wsi Dolsko, koło Morynia


Mój mąż Marian Szelążek 


pochodził z Milczyc, miejscowości zamieszkałej przez samych Polaków, położonej 40 km na południowy zachód od Lwowa i 70 kilometrów na wschód od Przemyśla. Ojciec mego męża Wawrzyniec był w Milczycach leśniczym w okresie międzywojennym. Okres działalności band UPA mieszkańców tej miejscowości mocno nie dotknął, był czas gdy bandy próbowały atakować tą miejscowość, ale mieszkańcy Milczyc byli przygotowani i wystawione patrole samoobrony skutecznie likwidowały zapędy ukraińskich band. Jednak gdy ta część Polski została zajęta przez bolszewików doszło do zdarzenia w którym zostało zamordowanych przez Rosjan kilkanaście mieszkańców Milczyc wraz z księdzem Pierogiem. Księdzu przed zabójstwem sowieccy oprawcy wycieli na czole rosyjską gwiazdę zanim skonał został wrzucony do studni.

Zamordowane wówczas osoby to : Dziadkiewicz Franciszek, Dziadkiewicz Katarzyna, Dziadkiewicz Piotr, Klisowski Gerwazy, Klisowski Mieczysław, Klisowska Karolina, Klisowski Tomasz, Klisowski Rudolf, Kwiatkowski Adam, Miotła Stanisław, ks. Pieróg Antoni, Szelążek Franciszek, Szelążek Stanisław, Szelążek Wojciech , Ucinek Zofia , do zbrodni doszło w Milczycach 29.06.1941 roku. 

Wszystkich mieszkańców Milczyc przesiedlono na zachód Polski, osiedlili się w kilku miejscowościach od Wrączy pod Wrocławiem poprzez Lipną, Zielin, Krajnik Górny i Dolny oraz Brwice. Tablica pamiątkowa poświęcona pomordowanym została odsłonięta 15.10.2014 roku w miejscowości LIPNA.


Dolsko koło Morynia. Wesele cioci Stefci. Sierpień 1963


Czy pani dzwoni z Kanady ?


W 2017 roku do mego syna Andrzeja gdy pracował w Nadleśnictwie Myślibórz zadzwoniła pewna starsza pani , syn myślał, że jest to jakaś osoba z okolic Chojny lub Myśliborza, która potrzebuje pomocy przy zakupie drewna na zimę. Po dziesięciominutowej rozmowie zorientował się, że nie jest to osoba z najbliższych okolic. Po zadaniu pytania: - ale skąd Pani dzwoni, usłyszał: - Ja dzwonię z Calgary. Czy Pani dzwoni z Kanady? Tak, ja nazywałam się Krystyna Szelążek i pochodzę z Milczyc. Mój ojciec, który w Milczycach miał wielu braci, kuzynów Szelążków przeprowadził się z do Lwowa ponieważ, gdy jego ojciec dzielił ziemię między braci powiedział, że dla niego ziemi zabraknie, ale za to pojedzie do miasta, bo tam będzie urzędnikiem. I tak mój ojciec został w Lwowie policjantem, nasza rodzina przeprowadziła się z Milczyc do Lwowa. Pani Krystyna mówiła, że urodziła się 1928 roku w Milczycach. Była rok starsza od mego męża Mariana. Po wejściu wojsk sowieckich do Lwowa ojciec jej został aresztowany i osadzony w więzieniu w Lwowie. Po kilku miesiącach został postrzelony i ponoć jeszcze żywy zakopany na przywięziennym terenie.

Ja wraz z Mamą i bratem zostaliśmy wywiezieni do Kazachstanu, był to bardzo trudny okres w naszym życiu. Po powrocie z Kazachstanu wróciliśmy do Milczyc, ale już nikogo nie było. Moje drogi życia poprowadziły mnie w okolice Katowic a potem do Kanady. Pani Krystyna kończąc rozmowę z synem bardzo żywiołowo i emocjonalnie prawie krzycząc mówiła" - pamiętaj Andrzej, że Szelążki zawsze byli patriotami i nie zapomnij tego faktu iż wtedy w Milczycach wśród zamordowanych przez Rosjan było trzech Szelążków i kilka osób z rodziny o nazwiskach Klisowskich, Maderów.

Na pytanie syna jak Pani zdobyła telefon do mnie? Pani Krystyna odpowiedziała, że wraz z córką dowiedziały się, że ludzie z Milczyc przesiedleni zostali w zachodniopomorskie pod Szczecin, więc w internecie wbiły zachodniopomorskie i Szelążek. Na ekranie komputera pojawiło się imię i nazwisko mojego syna oraz informacja, że jest radnym powiatu Gryfińskiego i Nadleśniczym w Myśliborzu. Pamiętając leśniczego z Milczyc Wawrzyńca Szelążka Pani Krystyna dzwoniąc na 100% była pewna, że syn musi być wnukiem Wawrzyńca .


Marian Szelążek drugi od strony lewej, obok_Władysław Borczyński. Od prawej strony Michał Dobrzyński i Bronisław Kałużniak. Dąb z okolic Brwic 1978 r.

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.