Reklama [góra]


Mocny komentarz w sprawie szpitala w Dębnie - "Wykańczalnia".


Poruszający wpis opisujący wizytę pacjentki w nagłym stanie w Szpitalu w Dębnie opublikowała mieszkanka Cedyni w portalu społecznościowym. Pomocy szukała w nocnej i świątecznej opiece w Chojnie, w szpitalu w Dębnie i w końcu sama trafiła do lecznicy w Gorzowie Wielkopolskim. 

Co jakiś czas pojawiają się krytyczne uwagi dotyczące szpitala w Dębnie. Ktoś nawet na kartce z numerami telefonów dopisał słowo "Wykańczalnia". Poniżej, za zgodą autorki, publikujemy wpis, który krąży w internecie. O komentarz poprosiliśmy władze placówki. 

Nigdy nie wylewam swojej złości publicznie, ale dzisiaj czuję, że muszę.
Cholera! Teraz już nawet Biedronki są otwarte w niedzielę, a do lekarza się nie dostaniesz!!!
Jest niedziela. Jeden z dwóch dni w tygodniu, który mam wolne od pracy. Dzień, który spędzamy razem z rodziną, przy obiedzie, na spacerze, a potem leżąc do góry brzuchem zwyczajnie nic nie robiąc.
Dzisiejsza niedziela była inna niż wszystkie.
Rano zastałam moją mamę wijącą się z bólu, silnego bólu brzucha. Zwiniętą w kłębek i z łzami w oczach. Kobieta, która nigdy nie skarży się na ból, a płaczącą widziałam ją może kilka razy w życiu. Krzyczała i płakała na zmianę. Wiedziałam, że jest źle.
Zaczęłyśmy od Nocnej i Świątecznej Opieki w Chojnie, dalej udałyśmy się do szpitala w Dębnie (wyobraźcie sobie mój entuzjazm, gdy o tym usłyszałam). Trudno, jedziemy. W wejściu przywitała nas ta kartka, którą jakiś niezadowolony pacjent opatrzył stosownym komentarzem "WYKAŃCZALNIA" (przybij pionę, też tak uważam!)
Pani w okienku powiedziała tylko: tu jest numer, dzwońcie do lekarza. I tyle ją widziałyśmy.
Dzwonię. Zszedł starszy Pan lekarz, który siedząc za biurkiem kazał mamie pokazać język. Na tej podstawie stwierdził problemy gastryczne. Zastrzyk w dupę, wziąć nospę, zmiana diety, pić dużo wody i te sprawy. Tak. Tak na odległość, nie dotykając brzucha, nie robiąc wyników, USG, nic! W międzyczasie wyleciała pielęgniarka z gębą, po co my tu z mamą w ogóle przyjechałyśmy. Ona ledwo stała na nogach, uwierzcie mi. Padła ostra wymiana zdań, cytować nie będę. Wyszłyśmy szybciej niż weszłyśmy.
Dalej - kierunek Gorzów. Tam mama straciła świadomość. Zaopiekowano się nią, zrobiono wszystkie wyniki, USG, EKG. Bez żadnej łaski, bez żadnych dąsów.
Diagnoza? OSTRE ZAPALENIE TRZUSTKI!!
A te barany z Dębna odesłały nas do domu!!
Reasumując - nie da się zepsuć opinii, która i tak już jest chujowa. WYKAŃCZALNIA, UMIERALNIA. Inaczej o tym szpitalu nie powiem. Omijajcie szerokim łukiem.

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.