Losy Jarosława Dariusza Bartosa do dziś pozostają nieznane. Mężczyzna zaginął 7 stycznia 1998 roku w okolicach Gryfinia. Miał wówczas 34 lata. Choć od tamtych wydarzeń minęło ponad ćwierć wieku, jego ciała nigdy nie odnaleziono, a okoliczności zaginięcia wciąż budzą wiele pytań.
Jarosław Bartos urodził się w 1963 roku w Swobnicy w gminie Banie. Przed zaginięciem mieszkał przy ulicy Krasińskiego w Gryfinie. Miał około 170 cm wzrostu, ciemne włosy i brązowe oczy. Znakiem szczególnym była blizna na lewej łydce w kształcie elipsy oraz blizna po rozcięciu na górnej wardze po prawej stronie. Mężczyzna miał także lekką wadę wymowy, określaną jako tzw. zapowietrzanie.
Wypadek w ŻabnicyDo dramatycznych wydarzeń doszło 7 stycznia 1998 roku około godziny 16.00. Jarosław Bartos, kierując samochodem osobowym, spowodował kolizję drogową we wsi Żabnica w gminie Gryfino. W aucie znajdowały się jeszcze dwie osoby.
Na miejsce zdarzenia wezwano pogotowie ratunkowe oraz policję. Dwaj pasażerowie pozostali przy rozbitym samochodzie, natomiast kierowca – Jarosław Bartos – niespodziewanie oddalił się pieszo z miejsca wypadku. Według świadków poszedł w kierunku miejscowości Dębce. Nikt nie próbował go zatrzymać.
Ranny i w szoku
Stan pojazdu wskazywał, że kierowca mógł odnieść poważne obrażenia. Kierownica była pęknięta, a siedzenie kierowcy zostało przełamane pod naporem pasażera siedzącego z tyłu.
Świadkowie relacjonowali, że mężczyzna miał rozcięty lewy łuk brwiowy i trzymał się za brzuch. Zachowywał się tak, jakby był w szoku powypadkowym.
Teren, w którym zniknął, jest wyjątkowo trudny – to obszar Międzyodrza, pełen podmokłych łąk, kanałów i trzęsawisk.
Spóźnione poszukiwania
Informacja o oddaleniu się mężczyzny z miejsca wypadku dotarła do jego bliskich dopiero po pewnym czasie. Około 2,5 godziny po zdarzeniu żona wraz ze znajomymi rozpoczęła poszukiwania na własną rękę. Nie przyniosły one jednak żadnego rezultatu.
Około godziny 22.00 kobieta zgłosiła się na komisariat policji. Tam usłyszała zaskakującą informację – funkcjonariusz miał powiedzieć, że Jarosława Bartosa z aresztu odebrała jego córka. Było to jednak niemożliwe, ponieważ dziewczynka miała wówczas zaledwie 13 lat.
Dopiero interwencja w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Szczecinie oraz w Warszawie spowodowała rozpoczęcie oficjalnych poszukiwań.
Ciała nigdy nie odnaleziono
Z czasem mężczyzna został uznany za zmarłego. Na decyzję duży wpływ miał teren, w którym zniknął – podmokłe obszary Międzyodrza.
Mimo to jego ciała nigdy nie odnaleziono.
Żonie zaginionego odmówiono również włączenia próbek DNA do bazy danych i ich porównania z materiałem genetycznym pobranym od niezidentyfikowanych osób. Powodem był fakt, że Jarosław Bartos formalnie figurował już jako osoba zmarła.
Lata poszukiwań
Rodzina przez lata podejmowała różne próby odnalezienia mężczyzny. Sprawę nagłaśniano w mediach, rozwieszano plakaty, prowadzono poszukiwania z psami tropiącymi. Pomocy szukano nawet u jasnowidza.
Nie przyniosło to jednak żadnego przełomu.
W dniu zaginięcia Jarosław Bartos był ubrany w biały podkoszulek na ramiączkach, szarą bluzę z anilany typu półgolf zapinaną pod szyją na krótki suwak, brązową skórzaną kurtkę, krótkie czarne kozaki oraz brązowo-szary szalik w drobną pepitkę. Nie miał przy sobie żadnych dokumentów – jedynie klucze do domu i samochodu.
Sprawa przypomniana po latach
Historia zaginięcia została ponownie przypomniana w mediach społecznościowych w 2020 roku przez profil „Zaginieni przed laty”. Sprawę przypominał również podcast Radia Zet „Zet jak Zbrodnia”.
Do dziś nie wiadomo, co wydarzyło się po tym, gdy ranny mężczyzna odszedł z miejsca wypadku. Po ponad 25 latach zaginięcie Jarosława Bartosa wciąż pozostaje tajemnicą.
Źródło: Radio Zet/ Zaginieni przed laty
Tags:
Aktualności Gryfino

